Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bańki mydlane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bańki mydlane. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lipca 2011

Zakochani widzą słonie

Wyrwać z tygodnia dzień lub dwa, a siebie z korporacyjnej rutyny to przyjemność,którą sobie zafundowałam kilka dni temu.
Moimi ukochanymi liniami kolejowymi - polskimi zresztą - wybrałam się do Krakowa z założeniem: 2 dni (ok,2 i 3/4) na spełnianie własnych zachcianek przy minimalnym zużyciu energii.

Mission: accomplished.

I tak, owszem, znów będę się zachwycać miejscami i smakami. Zwiedzanie zaplecza handlowo-gastronomicznego to moja ulubiona dziedzina turystyki.

Wrocław ma Wydawnictwo, a Kraków - z właściwą sobie tajemniczą aurą - BONA Książka i kawa . Oczarował mnie wystrój, a wrażenia spotęgowały bibliofilskie cuda nad cudami. (Za pewną purpurową 1500-stronicową "perełką" chodziłam dwa dni,ale o tym innym postem).
Zmysły bawią się w takim miejscu świetnie, a umysł odpoczywa..






Tajemnicą nie jest absolutnie moja słabość do muffinek, która objawiła się piskiem na widok szyldu Cupcake Corner - apetycznego jak cała zawartość witryny wraz z wystrojem. Zaprawdę powiadam - dobry muffin nie jest zły! A kogo mdli na samą myśl o waniliowym kremie może skusi pełnowartościowa muffinka z jajkiem czy inną szynką.






Przyznam, że w planach był jeszcze jeden punkt..maleńki taki..
Dawno, dawno temu przeczytałam o Tubanie. Pewien sprytny Pan stworzył magiczną recepturę płynu do baniek mydlanych, które nie rozpryskiwały w powietrzu,a potrafiły się odbijać niczym piłeczki. Oparł na owym płynie swój biznes i -nie,nie! wcale nie zbańczył! - odniósł sukces.
Trzy mikrosklepy w Krakowie, sklep internetowy z możliwością wypożyczenia "wytwornic baniek mydlanych", a teraz także T-mobile'owe bańki, oto co Tuban osiągnął (jak dotąd). Jako (samozwańcza) ambasadorka baniek musiałam odwiedzić choć jeden sklep (ostatecznie dwa), wzbogacić się o nową buteleczkę i..dać się zamknąć w wielkiej bańce!





Ciąg dalszy nastąpi. W swoim czasie :)


poniedziałek, 11 lipca 2011

Oh yes,we love

Bywanie we Wrocławiu staje się ostatnio dość regularnie - wizyty wypadają co 4 miesiące, całkiem naturalnie.

Niczym w bollywoodzkiej produkcji czasem było słońce,czasem padał deszcz,ale to wciąż Wrocław, right? Bańki na warunki atmosferyczne nie narzekały..

Wydawnictwo chwyciło mnie za serce Damienem Rice i.. Nouvelle Vague! Prawdopodobnie jest to czysty zbieg okoliczności i moja sugestia ( o tu) nie miała żadnego wpływu na wybór nowej playlisty, ale i tak mam zamiar cieszyć się z tej zmiany ogromnie. Do lipcowego zachwytu dołączyła perfekcyjna latte, a jako kuriozum "Gazeta Męska" :




Na gastronomiczną mapę Wrocławia może trafić "La Camera" w Arkadach, siostra-bliźniaczka poznańskiego Piccolino. Wystrój, sałatka i pizza made my day:



Nie jest to blog gastronomiczny, ani też ze mnie żadna Nigella, jednak nie mogę nie napisać o ostatnim odkryciu wrocławskim - Blt&Flatbreads. Pyszne burgery w iście amerykańskim stylu, do tego kusząco wyglądające "sałatki na podpłomykach" i "stół dla singli" - tak w skrócie wygląda to miejsce.
A jak smakuje najlepiej sprawdzić samemu.



Żeby jednak nie pisać wyłącznie o smakach, napiszę o miejscach. A konkretnie o Miejscu. Jestem absolutną fanką lekko infantylnej kreski artystów wydawnictwa Ilustris (dla niewtajemniczonych szczegóły tu ).
Zupełnym przypadkiem trafiłam do galerii Miejsce przy ul.Odrzańskiej 8/1a wypełnione od podłogi aż po sufit fotoboardami, kubkami, kartkami, karnetami, kalendarzami z grafikami Ilustris właśnie. Dopiero przy drugiej wizycie odkryłam schodki prowadzące na patio i minimenu z ciastem migdałowym. Jestem pewna, że będą tam zaglądać przy każdej możliwej okazji i życzę sama sobie,aby było ich jak najwięcej.
Nie poczyniłam zdjęć w środku (żałuję!),ale poniżej niedoskonałe fotografie doskonałej wizytówki Miejsca:



A na koniec dowód niezbity na podróż baniek po Wrocławiu:

piątek, 10 czerwca 2011